Józef Piechocki pochodzi z Wielkopolski z miejscowości Smuszewo. Podczas II wojny światowej jako młody chłopiec został wywieziony do III Rzeszy Niemieckiej, gdzie wraz z innymi przymusowymi robotnikami pracował w gospodarstwach rolnych.

Los sprawił, że nigdy już nie spotkał się ze swoimi rodzicami. Po zakończeniu wojny postanowił nie wracać do Polski, marzył o wyjeździe do Ameryki lub Australii. W 1948 roku jako dziewiętnastolatek przybył do Wielkiej Brytanii, obecnie mieszka w Londynie.

Nazywam się Józef Piechocki, urodziłem się w 1929 roku, pochodzę z Poznańskiego, a dokładnie z miejscowości Smuszewo blisko Wągrowca oraz Wapna, gdzie kiedyś była duża kopalnia soli. W Smuszewie mieszkaliśmy w domu pod strzechą. Byliśmy biedni, mieliśmy jedną krowę i świnię, dostaliśmy to z majątku. W pobliżu był dom, w którym zorganizowano sklep i od czasu do czasu poproszony przez mamę chodziłem tam na zakupy.

W naszej miejscowości początkowo nie było wody. Chodziłem do majątku po wodę, brałem dwa wiadra i niosłem wodę do domu, jakieś dziesięć minut drogi. Kiedy mama chciała wodę na herbatę, to też zawsze szedłem po nią do majątku. Nie mieliśmy elektryczności, używaliśmy naftę, która była łatwo dostępna. Jedynie podczas wojny jej brakowało. Kiedy Niemcy zajęli nasze tereny, wprowadzali elektryczność. W majątku było inaczej, tam była elektryfikacja, konie cały dzień pracowały, wprowadzały w ruch mechanizm, który wytwarzał prąd i w ten sposób naładowywał baterie…

W pobliżu naszej miejscowości było jezioro, chodziliśmy tam łowić ryby. Pamiętam, że topiłem się dwa razy, zostałem uratowany przez brata. Był też duży staw, który zimą zamarzał, lód był wycinany, chowano go, jak to w Polsce, zakopywano i przez cały rok był używany. Wpadłem też do tej zimnej wody w stawie, ale na szczęście było więcej osób i zostałem wyciągnięty.

Mama zajmowała się domem. Ojciec pracował w majątku, a bracia chodzili do szkoły. Miałem jedną siostrę i dwóch braci. Ja byłem najmłodszy. Tak jak moje rodzeństwo, chodziłem do szkoły, ale nie byłem dobry w nauce. We wczesnych latach nauki, gdzie były klasy dla młodszych dzieci, miałem blisko do szkoły. Kiedy byłem już starszy, uczyłem się w Wapnie, nie było komunikacji, więc chodziłem pieszo.

Całość wywiadu można przeczytać na naszej zakładce Wspomnienia, opowieści i rozmowy.