Pani Alina Inez Złotogórska, z domu Rutkowska, urodziła się w 1928 roku w Kutnie, mieszkała na Wileńszczyźnie, a następnie w Brześciu nad Bugiem.

Została wywieziona na Syberię wraz z mamą i bratem. Jako 13-letnia dziewczynka, na skutek choroby mamy w Uzbekistanie podjęła opiekę nad młodszym bratem i razem z nim znalazła się w kołchozie, z daleka od Polaków. Los sprawił, że pewnego dnia spotkała żołnierzy z Armii Polskiej generała Andersa, którzy przyrzekli, że udzielą jej pomocy. Dzięki generałowi Borucie Spiechowiczowi, wraz z bratem i mamą opuściła Uzbekistan, dotarła do Pahlevi w Persji, następnie do Teheranu, i Palestyny, gdzie ukończyła Wojskową Szkołę Junaczek. W 1947 roku przyjechała do Anglii. Obecnie mieszka w Penrhos.

Urodziłam się w 1928 roku. Mój ojciec pochodził z Płocka, był urzędnikiem pocztowym. Ponieważ pracował dla Ministerstwa Poczty i Telegrafów, był przenoszony za każdym razem, kiedy otrzymywał awans zawodowy. Na początku pracował w małych miejscowościach, później w większych. 1 września 1939 roku miał zacząć pracę na posadzie w ministerstwie w Warszawie, ale oczywiście nic z tego, bo już był w wojsku, zaczęła się wojna.

Pamiętam jak przez mgłę dzień w 1931 roku, kiedy urodził się mój brat, był prawie 4 lata ode mnie młodszy. Mieszkaliśmy w małej miejscowości Święciany, koło Wilna, leżała ona bardzo blisko miasta, prawie na jego przedmieściach. Mój brat Jurek urodził się w Wilnie i nasze życie toczyło się w Wilnie, ale trwało to bardzo krótko, gdyż ojciec otrzymał awans. Został naczelnikiem poczty i telegrafów na cały powiat Słonim, na Nowogródczyźnie, obecnie na Białorusi. Pamiętam, najważniejszą rzecz, moje szkolne lata. W Słonimie był zakon sióstr niepokalanek, piękny biały kościół, może nie był piękny, ale dla mnie, w mojej pamięci, on nadal jest piękny. Blisko kościoła był klasztor oraz szkoła i bursa, gdzie mieszkały dziewczęta. My mieszkaliśmy na poczcie, mieliśmy przepiękne mieszkanie, na piętrze. Cała górna część tego budynku była zajęta przez nas. Pamiętam, mama mówiła: „To jest jeszcze carski budynek.” Ja wtedy nie rozumiałam, co znaczy: „carski budynek”, widocznie zbudowany „za cara”. Wydaje mi się, że miasto było małe. Pamiętam Niepokalanki, były w białych habitach, miały jedną siostrę ubierającą się na czarno, to była ta, która wychodziła na miasto i wszystko załatwiała. Byłam w szkole Niepokalanek i przygotowana przez nie, przyjęłam pierwszą Komunię Świętą.

Całość wywiadu można przeczytać na naszej zakładce Wspomnienia, opowieści i rozmowy.