Tak wielu losów Polaków, którzy mieszkają na emigracji od czasów II wojny światowej, ciągle nie znamy, a tych, którzy mogliby podzielić się historią swojego życia, jest coraz mniej. S. Halina Pierożak MChR odnajduje osoby o niezwykle ciekawej przeszłości, zachowując od zapomnienia ich wspomnienia.

Pierwszą rozmówczynią jest pani Lucyna Smidt (Minkiewicz).  Urodziła się w Polsce, w wieku 6 lat opuściła kraj i już nigdy nie wróciła do rodzinnej miejscowości. Kiedy miała 13 lat, dotarła do Anglii - po długiej podróży przez Rosję, Uzbekistan, Teheran i Indie…

Oto jej wspomnienia:

- Mieszkaliśmy w miejscowości Bujniewicze w okolicach Baranowicz. Mój dziadek pochodził z Lublina, po I wojnie światowej dostał ziemię, przeprowadził się do Bujniewicz i został rolnikiem. Kiedy były żniwa, chodziłam z mamą w pole, uprawialiśmy ziemię i z tego się utrzymywaliśmy.

- Czy pamięta Pani dzień, kiedy musieliście opuścić Polskę?

- Tak, 10 lutego 1940 roku rankiem przyszło do nas dwóch rosyjskich żołnierzy. Powiedzieli, że musimy się spakować. Babcia i mama zaczęły przygotowywać wszystko, co było potrzebne do podróży. Dziadek zapakował niezbędne rzeczy do walizki i poszedł do lasu, chciał uciekać, ale rozmyślił się i wrócił z powrotem. Postanowił, że nie zostawi babci oraz mojej mamy z dwójką dzieci. Tato w tym czasie przebywał we Lwowie, pojechał do swojego wujka. Często tam podróżował, zawoził rodzinie jajka, sery i inne produkty z gospodarstwa. W ten sposób wspierał krewnych mieszkających w mieście. Jako że w Polsce mieszkaliśmy w jednym domu z dziadkami, razem zabrano nas na Syberię. W wielu rodzinach losy potoczyły się inaczej. Starsze pokolenie, które nie mieszkało razem z młodszym, zostało w Polsce, a ich dzieci i wnuki byli wywiezione w głąb Rosji.

- Ile czasu mieliście na spakowanie się?

- Parę godzin, ale wtedy w domach nie było tak dużo rzeczy jak teraz. Najważniejsze było, żeby zabrać dokumenty i ubrania, obecnie swoich rzeczy nie zabrałabym w parę godzin czy nawet w pół dnia, nie zdążyłabym zapakować (śmiech). Tego dnia był wielki mróz i dużo śniegu. Saniami jechaliśmy do pociągu. Nie pamiętam do jakiej miejscowości, miałam wtedy sześć lat…

- Jak wyglądała podróż?

- Pociągi były towarowe, bez siedzeń. Jechaliśmy…

Całość wywiadu, jak też kolejne, można (będzie) przeczytać na naszej zakładce Wspomnienia, opowieści i rozmowy.