Νίκος Φυλακτός – jest greckim kompozytorem, który urodził się, dorastał i ukończył studia muzyczne w Polsce. W wieku 28 lat po raz pierwszy i na dobre przyjechał do Grecji. Kultura oraz tradycje obu krajów kształtowały jego osobowość. Pan Nikos opowiada swoją historię dzieciństwa i młodości na emigracji w Polsce oraz o życiu w Grecji.

Jest Pan Grekiem, ale urodził się Pan i przez wiele lat mieszkał w Polsce. Jak doszło do tego, że Pana rodzice znaleźli się na emigracji?

Dramaty narodów są wszędzie różne. Te dramaty działy się także na swój sposób w Polsce, Grecji i w innych narodach. Dramat polega na tym, że cierpi prosty człowiek, bo Ci, którzy stwarzają wojnę mają swoje interesy, swoje sprawy, ale oni zwykle przeżyją wszystko, a matka, która utraci swoje dziecko, płacze niezależnie od narodowości…

W 1972 roku już po reżimie nastąpiła demokracja w Grecji. Umożliwiło to przyjazd brata mojej mamy do Polski. W 1976 roku odwiedził nas wraz ze swoim synem i synową i po 30 latach spotkał się z moją mamą. Ja po raz pierwszy w życiu widziałem mojego wujka, kuzyna z żoną i kuzynkę. Dowiedziałem się, że po II wojnie światowej miały miejsce różne represje. Ludzie z ruchu oporu byli prześladowani ze strony prawicy. Dla mnie nie jest to ważne czy była to prawica czy lewica. W każdym bądź razie takie represje były…

W jaki sposób dotknęło to Pana Rodzinę?

Moja mama powiedziała do swojej mamy, czyli mojej babci, której ja nigdy nie poznałem: „Mamo, ja wrócę za niedługo, wyjdę na chwilę.” I tak jak wyszła, nigdy nie wróciła… Mama mieszkała w Iraklia Serron w Macedonii. Mam na myśli Macedonię Grecką. Dla mnie Macedonia to Grecja i nic więcej, nie Macedonia stworzona z Jugosławii. Mama została skazana na śmierć i musiała uciekać. Było to jeszcze w czasie wojny w 1945 roku. Bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej szykowała się wojna domowa w Grecji. Wujek opowiadał nam, że babcia, mama mojej mamy, często siedziała na balkonie i ciągle powtarzała: „Vangelija wróci, wróci…” I tak na balkonie, czekając na moją mamę, zmarła…

Chcę przedstawić ludzką stronę tych wydarzeń. Różnie było to w Polsce, różnie w Grecji, jednak takie dramatyczne sprawy miały miejsce. Moi rodzice poznali się w Bulkies – była to miejscowość na terenie Jugosławi, gdzie zebrali się partyzanci. Stamtąd wrócili do Grecji do Grammos Vici, tam gdzie toczyły się mocne walki w czasie wojny domowej. Prawdę mówiąc, ponieważ te tereny odwiedziłem, mój tato nie rozmawiał na ten temat z takim zapałem jak o napaści na Niemców przez ruch oporu. Tato mówił tak: „Niestety, Nikos, brat na brata szedł, brat brata mordował. Taka była wojna domowa.” To jest cały dramat. Z perspektywy czasu, nikt w wojnie domowej w Grecji nie wygrał, ani prawica, ani lewica. Czasem, kiedy to mówię tutaj, denerwują się na mnie i słyszę: „Jak to, przecież my przepędziliśmy komunistów?!” Nikt nie wygrał! Ja mówię, że wygrał Związek Radziecki, Anglicy i Amerykanie. W ich interesach, my Grecy tłukliśmy się nawzajem.

W wyniku sytuacji politycznej w Grecji Pana rodzice dotarli do Polski…

Rodzice poznali się na terenie Jugosławi w Bulkies. Mój tato był lekarzem i mama szkoliła się na pielęgniarkę. Jej nauczycielem był mój tato. Moja mama pięknie śpiewała, miała piękny głos, tato był tym zachwycony. Brat mego taty, który tak jak ja, nazywał się Nikos Filaktos, był poetą i kompozytorem. I napisał piosenki, które do dzisiaj śpiewają w Velvendos – jest to miejscowość w Macedonii. Piosenki mojego stryja stały się tam tradycją. Nie zapomnę, jak przyjechałem do Velvendo i wszyscy śpiewali piosenki mojego stryja. Dla mnie było to mocne przeżycie.

Moi rodzice poszli do Vici, w górach greckich, gdzie odbywała się wojna domowa. Był tam szpital sztabu Generalnego Armii Demokratycznej, którego przywódcą był Markos Wafiadis. Szpital znajdował się w jaskini i tam było bezpiecznie. Kiedy było bombardowanie, bomby nie spadały do środka jaskini. Rodzice opowiadali mi, że wszystkich rannych operowali na zewnątrz jaskini. Stamtąd bez żadnej kapitulacji, musieli wyjechać i wyprowadzić się z Grecji. Nie wiem, jak to załatwiła partia komunistyczna. Rodzice najpierw pieszo udali się do Albanii, gdzie mieszkali około trzech miesięcy. Z Albanii w 1949 roku polski statek „Kościuszko” zabrał część ludzi, w tym i moich rodziców. Płynęli około dwóch tygodni przez Morze Śródziemne, a następnie przez Zatokę Gibraltaru, potem przez Morze Północne i dopłynęli aż do wyspy Wolin. Grecy nie wiedzieli co to Wolin, tę miejscowość nazwali „250”. W 1949 roku rodzice wyjechali stamtąd i przyjechali do Zgorzelca, gdzie osiedlili się na ponad 30 lat. Do 1981 roku mieszkali w Zgorzelcu i stamtąd wrócili do Grecji.

 

 1

Nikos z siostrą Mary i rodzicami w Zgorzelcu

 

2

Rodzice kompozytora, Filip i Ewangelia Filaktos

 

Jak w Pana świadomości funkcjonował fakt, że jest Pan Grekiem? Jak to zostało Panu przekazane, że nie mieszka Pan w kraju ojczystym? Gdzie uczył się Pan języka greckiego?

Urodziłem się 13 września 1950 roku. Rodzice rozmawiali z nami po grecku. Nie pamiętam, jak kształtowała się świadomość, że nie jestem Polakiem. W pewnym momencie rodzice zaczęli nam, mnie i mojej siostrze mówić, że jesteśmy w Polsce jako emigranci, że zostaliśmy wypędzeni z kraju.

A mieliście kontakt z innymi Grekami?

Tak. Mieliśmy kontakt z innymi Grekami w Polsce i z Grekami z innych krajów byłej Demokracji Ludowej. Wydawane były różne czasopisma i w ten sposób dowiadywaliśmy się o życiu Greków w innych państwach bloku komunistycznego.

Czy Grecy utworzyli szkołę grecką w Polsce, tak jak Polacy założyli w Atenach szkołę polską?

W Zgorzelcu była taka szkoła. Do jej powstania bardzo przyczynił się mój tato, jako lekarz. Cała inteligencja grecka, która wówczas mieszkała w Polsce, organizowała takie szkoły. W greckich szkołach zawsze uczono też języka polskiego. Chodziłem przez trzy lata do takiej szkoły w Zgorzelcu, a potem poszedłem do polskiej szkoły. Również w Zgorzelcu zacząłem edukować się muzycznie. Najpierw uczęszczałem do ogniska muzycznego. W 1965 roku powstała w Zgorzelcu Państwowa Szkoła Muzyczna. Skończyłem w niej edukację I stopnia. Wówczas świadomość, że jestem Grekiem urodzonym w Polsce zaczęła mieć na mnie jakiś wpływ.

Pan uczył się języka polskiego w szkole greckiej, a potem polskiej. A rodzice? Czy też uczyli się języka polskiego?

Tak. Z tego co wiem, sprowadzili nauczyciela. Tato jako lekarz musiał się z Polakami porozumiewać. Na początku pomagał tłumacz, ale z czasem tato nauczył się języka polskiego i pracował jako lekarz w przychodni w Zgorzelcu oraz w szpitalu. Mama nie pracowała, zajmowała się wychowywaniem mojej siostry i mnie. Moja siostra również urodziła się w Polsce, jest stomatologiem. Ostatnio przeszła na emeryturę. Nie mogę się do tego przyzwyczaić, że przeszliśmy na emeryturę (śmiech). Ja po prostu mam zaświadczenie nieśmiertelności… (śmiech).

Proszę powiedzieć, jak Pan był traktowany w szkole polskiej przez rówieśników Polaków oraz przez nauczycieli? Czy w jakiś sposób dawali odczuć, że nie jest Pan Polakiem, czy byli przyjaźni? Dlaczego nazywa Pan ten czas w swoim życiu romantyzmem?

Przede wszystkim dziękuję moim pedagogom począwszy od szkoły podstawowej, aż do wyższych uczelni, że wychowali mnie na Greka. Choć nie na Greka w sensie, żebym był fanatykiem, Grekiem nieakceptującym Polski. Dlaczego? Nie zapomnę takich chwil, gdy w szkole podstawowej, zacząłem już pisać swoją muzykę, podjąłem swoje pierwsze próby kompozytorskie… Klasę, do której należałem, uczyła nauczycielka o nazwisku Stecewicz. Pani ta dużo opowiadała nam o Szopenie. W pewnym momencie powiedziała do mnie: „Nikos, tak jak Twoi rodzice, tak i Szopen, musiał opuścić swój kraj. I tęsknił za ojczyzną, pisał muzykę, która tęskniła za Polską! I Ty rób to samo! Możesz chyba napisać taką muzykę, która opowiada, jak twoi rodzice tęsknią za Grecją?” Wówczas przeszyły mnie drgawki. Miałem 12 lub 13 lat. I te słowa rzeczywiście miały na mnie wielki wpływ: Szopen..., Szopen był moim pierwszym duchowym nauczycielem, z racji na podobieństwo Greków emigrantów i podobieństwo historii Polski, gdzie podczas zaborów wielu Polaków też musiało opuszczać swój kraj i wyjeżdżać gdzieś daleko…

Potem w podobny sposób mówiono nam o Mickiewiczu, Słowackim i Norwidzie, którzy w swoich dziełach w szczególny sposób wykazali tęsknotę za Polską. Romantyzm polski wywarł na mnie tak wielki wpływ, że jeszcze obecnie na mnie działa. Cechy polskiego romantyzmu znalazły się w moim dojrzałym życiu, w mojej muzyce i filozofii myślenia. Oczywiście nadal się kształciłem, zacząłem poznawać inne prądy, inne nurty. Przecież polska awangarda muzyczna w latach sześćdziesiątych miała silne przebicie i dla krajów zachodnich było to bardzo ważne, że się przebiła w ówczesnym ustroju komunistycznym. Polski teatr, filmy polskie… To były czasy, które wywarły poważny wpływ na całokształt mojego charakteru.

A jeśli chodzi o relacje z rówieśnikami, miał Pan kolegów i przyjaciół wśród Polaków czy raczej w środowisku greckim?

Miałem więcej przyjaciół wśród Polaków niż wśród Greków, ale to były nasze wewnętrzne sprawy. Ojciec nie bardzo zgadzał się z partią, z praktyką, jak to wszystko realizowano. Dodatkowo w Komunistycznej Partii Greckiej doszło do rozłamu, ojca prześladowali i to też miało wpływ na moje dobre relacje z Polakami, którzy patrzyli na mnie z sympatią. Mój tato, jako lekarz, w tamtych czasach jeździł na różne wioski, gdzie badał robotników, rolników i innych ludzi. Pewnego dnia pojechał wraz z mamą do Białogórza, wioski leżącej pomiędzy Zgorzelcem i Lubaniem. Rodzice opowiadali mi, że również mnie tam zabrali, byłem niemowlakiem, miałem wówczas około roku. W miejscowości tej była leśniczówka. Żona leśniczego powiedziała do mamy: „Niech pani weźmie dziecko i przyjdzie do nas.” Mama nie za bardzo rozumiała o co chodzi, ale żona leśniczego przyprowadziła mamę do swojego domu. Od tamtego czasu powstała wielka przyjaźń pomiędzy naszymi rodzinami. Ja i moja siostra wołaliśmy na nich: „Ciocia Katarzyna, wujek Matuś”. Wujek Matuś na święta Bożego Narodzenia zawsze przynosił nam z lasu choinkę, to była tradycja. Dla nas jako dzieci było to bardzo przyjemne, stroiliśmy choinki, nie raz było tak, że z powodu braku światełek dawaliśmy na choinkę świeczki i choinka się paliła… Musieliśmy gasić wodą, by nie wybuchł pożar, to były przygody! Ciocia Katarzyna z wujkiem często zabierali nas do siebie do Białogórza. Rodzice byli emigrantami, poprzez tę relację z rodziną leśniczego czuli wielkie wsparcie.

Jeździliśmy wraz z ciocią Kasią, która była katoliczką do wioski Trójca na Msze do kościoła. Tam miałem okazję jako mały dzieciak słuchać gry organowej i psalmów po polsku. Potem dowiedziałem się, że to był chorał gregoriański, dowiedziałem się też, że był chorał ambrozjański i inne chorały kościołów katolickich i zachodnich. Nie zapomnę, że potem często w Zgorzelcu chodziłem do Kościoła. Grecy trochę się ze mnie śmiali: „Po co ty chodzisz do kościoła?” Ja mówię: „Wy nie wiecie, po co ja chodzę!? Ja chodzę, bo pięknie grają na organach, idźcie, posłuchajcie raz, nie bójcie się tam pójść! Ta muzyka jest piękna. Jak ja chciałbym kiedyś pisać taką muzykę…” Muzyka religijna zawsze mi się podobała, zawsze. Owszem, nie uczyłem się gry organowej kościelnej. Kiedy zacząłem studia, to już świadomie zacząłem do pewnych spraw dochodzić, poznawać chorały, historię muzyki, muzykę z czasów przed Bachem, a nawet sięgając do współczesności, to przecież „Stabat Mater” Szymanowskiego, to piękny utwór, piękne oratorium o trenie Matki Bożej pod krzyżem. Takiego czegoś my w Grecji nie mamy. Prawosławie nie ma takiej muzyki, ale za to w Grecji spotkałem dużo tradycyjnych śpiewów ludowych o tej tematyce. Jeśli chodzi o polską muzykę kościelną, w pamięci bardzo został mi i wielkie wrażenie wywarł na mnie piękny śpiew „Święty Boże….” Krzysztof Penderecki te słowa wziął do tytułu „Polskiego Requiem”. Jedna część jego twórczości to twórczość religijna wywodząca się właśnie z tradycji polskich. Miałem zaszczyt osobiście poznać tego wielkiego kompozytora.

 

3

Z Krzysztofem Pendereckim na spotkaniu w Ambasadzie RP w Atenach, 1992 r.

 

Czyli w jakiś sposób polska muzyka poważna na miała na Pana wpływ?

No pewnie. Tak. Mogę powiedzieć, że od strony rzemiosła artystycznego na początek wychodziłem z liryki Tadeusza Bairda i Witolda Lutosławskiego. Myślę, że to były takie dwa „punkty”, gdzie się „zahaczyłem” i zacząłem już pisać swoją muzykę, wychodząc poniekąd od tych kompozytorów. Penderecki raczej mniej, choć emocjonalnie wywarł na mnie wpływ, najbardziej oratorium „Dies Irae” poświęcone Auschwitz. Ponieważ rodzice byli emigrantami politycznymi, taka tematyka do mnie szczególnie trafiała. Co jeszcze? Oczywiście polski jazz. Ostatnio Grecy zainteresowali się dwoma moimi utworami jazzowo-bluesowymi i zaaranżowałem tez Ericka Claptona i mają to grać. Aranżację zrobiłem w formie niemalże półsymfonicznej.

Kiedy Pan zdecydował, że kierunkiem życiowym będzie muzyka?

Zdecydowałam się w liceum ogólnokształcącym w Zgorzelcu. I co najważniejsze, zacząłem myśleć o kompozycji i pisać. Mój tato myślał wówczas, że ja będę naśladował muzykę Toedorakisa, która też zawierała treść polityczną. Zresztą dla mnie Szopen i Teodorakis to było wielkie zbliżenie. Myślę, że dla mnie muzycznie to są dwaj bliscy kompozytorzy, mimo różnicy epok, bo przecież Teodorakis jest o 115 młodszy od Szopena. Mimo tego cała treść poetycka Mikisa Teodorakisa, treść o problematyce społecznej i politycznej, też miała na mnie duży wpływ. Co ciekawego? Teodorakis stał się moim idolem. Tato myślał, że ja od niego ściągam muzykę. W pewnym momencie tato przepisał moją jedną piosenkę i wysłał do greckiego czasopisma Avghi (Agape Worship Team), które wówczas w latach sześćdziesiątych było wydawane w Grecji jako czasopismo lewicy. Ojciec poprosił, by moją piosenkę przekazać Mikisowi Teodorakisowi. I nie zapomnę dnia, kiedy w 1966 roku na początku maja wróciłem do domu ze szkoły. Rodzice zaprowadzili mnie do stołowego pokoju i mówią: „Czytaj!” Patrzę, a zaadresowana do mnie koperta jest od Mikisa Teodorakisa. Drżałem, co Teodorakis o mnie napisał…

I co napisał?

„Stwierdziłem, że to jest bardzo zdolny człowiek o możliwościach kompozytorskich, umożliwcie mu, żeby studiował muzykę!” To było dla mnie decydujące. Jak już Teodorakis powiedział, pomyślałem: „Biorę się do roboty!” Później moją muzyką zainteresował się profesor Florian Dąbrowski z Poznania i wziął mnie do swojej klasy kompozycji, z nim spędziłem dużo czasu i od niego uczyłem się kompozycji. Gdy byłem dyrektorem artystycznym w Atenach, w jednym z tzw. „Odeia ” – konserwatoriów, kilka razy zaprosiłem go do Grecji, prowadził seminaria kompozytorskie dotyczące analiz form muzycznych.

Czyli podtrzymywał Pan współpracę z polskim środowiskiem muzycznym?

Cały czas podtrzymywałem i ja również jako muzyk byłem zapraszany do Polski. Jeździłem do Krakowa i do Baranowa Sandomierskiego. Tam osobiście zapoznałem się z Krzysztofem Pendereckim i z innymi kompozytorami, między innymi z Henrykiem Mikołajem Góreckim i Witoldem Lutosławskim. Wielokrotnie jeździłem też do Wyższej Szkoły Muzycznej do Krakowa, której rektorem wówczas był Krzysztof Penderecki. Byłem tam zapraszany przez Krzysztofa Drobę na spotkania kompozytorskie dla młodzieży studenckiej organizowane również w Baranowie Sandomierskim. Podczas spotkań mówiłem o muzyce greckiej. Cały czas byłem w kontaktach z polskimi kompozytorami. Również w tym roku w październiku wybieram się do Poznania, odebrać nagrodę z funduszu Nikosa Chadzinikolau - Greka, którego partyzanci zabrali ze sobą podczas wojny domowej. Nikos w Poznaniu studiował polonistykę. Stał się wielkim polskim poetą z grecką naturą. Pisał dużo wierszy, był znany w Polsce. Jeśli chodzi o zapoznanie się Polaków z poezją grecką, jego wkład w literaturę polską był wielki. Jako polonista robił dużo tłumaczeń greckiej poezji na język polski i na odwrót. Obecnie jego dzieło kontynuuje syn Ares Chadzinikolau, który urodził się w Polsce, jest również kompozytorem i świetnym pianistą, mieszka w Poznaniu.

 

4

Z poetą Nikosem Chadzinikolau

 

5

Kompozytor przed afiszem informującym o wykonaniu jego utworu „Pamięć o morzu”, Włochy, Cosencja (Kalabria, 29 stycznia1999 r.)

 

6

Sofia, 1993 rok. Nikos Filaktos z dyrygentami swoich utworów Alipi Najdenof (Bułgaria) i Alkis Panagiotopoulow (Grecja)

 

7

Po zakończeniu pisania utworu. Sylwester 1997 r.

 

Pana ulubione miasta polskie?

Bardzo podoba mi się Kraków, Poznań. Warszawa też, nawet wówczas, gdy mieszkałem w Polsce, jako stolica była ładnym miastem. Polacy mimo ówczesnego komunistycznego systemu byli Europejczykami otwartymi na świat. I panowała tam jeszcze jakaś demokracja w wymiarze, w jakim mogła ona istnieć w tamtych czasach….

Kiedy po raz pierwszy dotarł Pan do Grecji? Czy Pan chciał wrócić do kraju ojców, czy taki był plan?

To był plan, bo w Grecji już zakończył się reżim wobec komunistów. Siebie mogłem w Polsce widzieć, przyszłość zapowiadała się nieźle… Przyjechałem do Grecji po w 1978 roku po raz pierwszy i na dobre. Jednak we mnie jakoś Grek przemówił, nie negując Polski w ogóle. Z Polską miałem kontakty, o czym już wspominałem. Kiedy się spotkałem z Grekami tutaj, rozmawiałem z nimi, oni wszyscy powiedzieli: „Nikos ze sobą przywiózł całą Polskę!” I taka była prawda, bo co ja robiłem tutaj? Na setną rocznicę urodzin Karola Szymanowskiego w 1982 roku, wylansowałem jego muzykę w Grecji. Robiłem kilka prelekcji związanych z muzyką polską, nawiązałem kontakt z Towarzystwem Greckiej Muzyki Współczesnej, gdzie też mówiłem o Polsce. Choć oni w Grecji wiele rzeczy wiedzieli o Polakach i polskiej muzyce współczesnej. Polska miała przebicie. W końcu zdecydowałem się zostać tu w Grecji. Na tę decyzję wpłynęła też w jakiejś mierze sytuacja polityczna w Polsce. W roku 1980 wróciłem do Zgorzelca, żeby zabrać swoje rzeczy. W Polsce wówczas następowały przemiany, legalizowała się Solidarność.

A co z rodzicami?

Rodziców sprowadziłem do Grecji. Załatwiłem im wymagane dokumenty i w 1981 roku przyjechali, a po roku przyjechała moja siostra.

Gdzie Pan dotarł na po przyjeździe z Polski? Jak Grecy Pana przyjęli?

Dotarłem do rodziny, do kuzynów, którzy kiedyś odwiedzili nas w Polsce. Następnie przyjechałem do Aten i mieszkałem w domu pewnego malarza greckiego, który miał brata w Polsce. Pomagałem mu w sprawach urzędowych związanych z chorobą jego brata. Mieliśmy długie rozmowy.

W Atenach otrzymałem pracę w Ethniko Odeibo, na początek jako nauczyciel fortepianu, ale nadal komponowałem. Miałem też sporo problemów, ówczesny rząd grecki nie był nam, wracającym z emigracji politycznej, przychylny. Ze względów na wojnę domową i historię moich rodziców musiałem się też poniekąd ukrywać w Grecji. I ukryłem się w domu ludzi z prawicy, którzy ideologicznie nie byli po naszej stronie. Gdy prześladowanie się zakończyło, powiedziałem do właściciela domu, w którym się ukrywałem: „Nie wiem, jak wam się odwdzięczę.” Kiedy będę miał dziecko, chciałbym, byś został jego ojcem chrzestnym.” I po dwudziestu latach tak się stało, że został ojcem chrzestnym mojej córki Artemis. Nadal jesteśmy ze sobą w kontakcie. Człowiek ten, choć utożsamia się z ideologią prawicową, podczas okupacji w swoim domu ukrył Żydówkę, potem w czasie wojny domowej ukrył jednego komunistę, a potem mnie (śmiech).

To znaczy, że dla niego liczy się człowiek, a nie poglądy, które ktoś prezentuje.

Tak. Człowiek się liczy, człowiek jest najważniejszy… i dla mnie też.

Pana żoną jest Polką?

Tak, Teresę poznałem tu w Grecji, w Atenach. Poznałem jej rodzinę w Polsce i jestem w kontakcie z jej rodzeństwem. Żona pochodzi z Mazur, jesteśmy mieszanym małżeństwem. Mamy dwie córki bliźniaczki Artemis i Evangeliję. Obie córki uczęszczały do polskiej sobotniej szkoły w Atenach oraz do kościoła polskiego na Michail Voda. Chciałem, aby córki poznały polską tradycję i kulturę, zwłaszcza, że moja żona jest Polką. Obecnie są studentkami i oprócz wybranych przez siebie kierunków studiują też muzykę, obie grają na skrzypcach i na fortepianie. Córki lubią odwiedzać Polskę. Mamy bardzo dobre relacje z rodziną żony i oni też odwiedzają nas w Grecji.

 

8

Z żoną Teresą

 

Pan przyjechał do Aten w latach osiemdziesiątych, potem, była wielka fala polskiej emigracji do Grecji. Czy miał Pan kontakt z osobami z tej grupy emigracyjnej?

Byłem w kontaktach z Polakami. Głównie z tego powodu, że urodziłem się i przez 28 lat mieszkałem w Polsce. Rozmawiając z Polakami, mówiłem: „Patrzcie, jak się czasy zmieniają. W ogóle nie przyszło mi przez myśl, że Polacy będą emigrować do Grecji.” Poznałem bliżej niektórych Polaków i w tamtych osiemdziesiątych latach gościłem ich u mnie w domu. Wśród nich było wielu wykształconych ludzi. Na ile mogłem, to im pomagałem, zwłaszcza w biurokratycznych sprawach w Grecji. Dopóki w Polsce był komunizm, Polacy w Grecji byli emigrantami nielegalnymi. Potem ich status się zmienił. Nadal jestem w kontaktach grecko-polskich, należę do Związków Polsko-Greckich. W kolejnych latach powstawała zjednoczona Europa, część Polaków na stałe zostało w Grecji. Kiedy nasze córki chodziły do greckiej szkoły podstawowej, złożyłem swoją kandydaturę do rady rodziców i na mnie głosowali Polacy i wszyscy emigranci.

Czy ma Pan nadal kontakt z Grekami mieszkającymi w Polsce?

Mam kontakt, z Aresem Chadzinikolau, a także Kostasem Dzokas, który pisze piosenki dla Eleni. Poza tym w roku 2016 pojechałem do Krościenka. Zorganizowano tam dni Kultury Greckiej. Zdziwiło mnie, że ci polscy Grecy z Krościenka rozmawiali po grecku. Wydawało mi się, że jestem w Grecji, a nie w Polsce. Zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci przez burmistrza i władze miejskie. Kiedy widziałem jak polskie dzieci grały Antygonę i coś jeszcze z dramatu greckiego, byłem zachwycony. Uważam, że Polska jest w pewien sposób kontynuatorem greckiej kultury, która po upadku Bizancjum upadła. Polska niejako wzięła to w swoje ręce. Polscy królowie mieli kontakty z cesarzami Bizancjum. Wśród polskich poetów to przecież Jan Kochanowski nawiązał do kultury greckiej, napisał „Odprawę Posłów Greckich”. Kolejny utwór to „Grób Agamemnona” Juliusza Słowackiego. Początek wiersza brzmi, jakby grała lira grecka. Wydaje mi się, że Słowacki tak dobrał słowa: „Niech fantastycznie lutnia nastrojona, Wtóruje myśli posępnej i ciemnej - Bom oto wstąpił w grób Agamemnona.” Ten początek dla mnie kojarzy się z lirą, z harfą, ale w pewnym momencie Słowacki opisuje:

„Nad drzwiami grobu, na granitu zrębie
Wyrasta dąbek w trójkącie z kamieni:
Posadziły go wróble lub gołębie… ”
 

Następnie wiersz Cypriana Norwida „Marmur biały”, który też nawiązuje do Grecji:

„Grecjo piękna!...
Twe dziwiąc ramiona z marmuru
I serce, pytam: co się też stało z Homerem,
Który cię uczył śpiewać z gwiazdami do chóru?”
 

Czesław Miłosz i Wisława Szymborska także podziwiali grecką kulturę. Również są tacy wśród współczesnych poetów. We mnie ta poezja polska „siedzi”. Ja ostatnio zajmuję się grecką poezją. Mam dużo pracy przed sobą…

 

9

 Po jednym z koncertów…

 

Co Pan komponuje, proszę się podzielić?

Mam bardzo dużo pracy przed sobą, na siedemdziesiąt lat licząc od teraz (śmiech). Pracowałem bardzo dużo podczas lockdownu, skomponowałem 60 utworów i napisałem 12 swoich piosenek oraz jeden utwór na tubę i fortepian, teraz piszę oratorium.

 

10

Jeden z plakatów reklamujących koncert z maestro Nikosem Filaktou

 

O jakiej tematyce są utwory, które Pan tworzy?

Piosenką zająłem się stosunkowo niedawno, bo około sześć lat temu. Przyszedł do mnie poeta Ilias Papakonstantinou i czytałem jego wiersze. Jestem zachwycony jego poezją. Dał mi jeden z wierszy i poprosił: „Weź coś zrób z tym Nikosie.” Kiedy czytałem ten wiersz pewnego dnia z rana, pamiętam, że byłem wówczas sam w domu, na boku zacząłem pisać pięciolinię i w ciągu kilku minut ten utwór stał się pieśnią. Skomponowałem muzykę, następnie utwór został wykonany z chórem.

Wracając do pytania, tematyka, którą zajmuję się obecnie dotyczy marmurów, które ukradł Elgin (Thomas Bruce). Chodzi o to, by wszystkie starożytne, skradzione posągi wróciły do kraju… To jest ta tematyka.

Czy jest to możliwe?

Mam nadzieję… Ja śmiejąc się mówię: „Niech na razie nie zwracają, niech usłyszą utwór i dopiero zwrócą!” Bardzo dużo greckich zabytków mają Anglicy i Niemcy. Ukradli podczas niewoli tureckiej.

W większości używa Pan języka greckiego, ale świetnie zachował Pan język polski. Czy na co dzień ten język Panu pomaga? Że w muzyce pomaga, to już Pan potwierdził, ale czy w codzienności domowej też?

W domu często rozmawiamy po polsku, zwłaszcza z żoną. Interesuję się wiadomościami z Polski, tym co się w Polsce dzieje w polskim świecie muzyki, poezji i teatru, a nawet polityki. Dużo czytam po polsku. Czytam po polsku książki filozoficzne, podręczniki z harmonii mam w języku polskim oraz różne inne książki, które wykorzystuję do uczenia studentów. Namawiam też córki, by wgłębiały się w język polski, bo się przyda. Mówię im: „Znacie język grecki, polski, angielski, naprawdę możecie dużo rzeczy zrobić.” Język polski należy do trudnych języków. U mnie nie było to odczuwalne, bo się w Polsce urodziłem i tego języka uczyłem się wszędzie, nawet na ulicy. Tak samo język grecki, też należy do trudnych języków. W wielu przypadkach we współczesnym języku greckim używamy starożytnych słów, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Muszę powiedzieć coś bardzo ważnego, mam szczęście, że znam dwie kultury. W jaki sposób je znam? Znam obie kultury od podstaw. Bo na przykład, kiedy byłem u cioci Katarzyny, widziałem polskie wesele w latach sześćdziesiątych, gdzie jeszcze pielęgnowano mocno tradycje. Na własne oczy widziałem jak ludzie tańczyli oberka, mazurka i inne tańce. Zazwyczaj, kiedy Grek jedzie zwiedzać Polskę, to obejrzy Kraków, Warszawę , Poznań i „do widzenia”. A ja pojadę i wiem jak jest na polskiej wsi, znam od postaw, od innej strony polskie tradycje. Tak samo znam Grecję. Najczęściej turyści, którzy tu przybywają, zwiedzają Akropol, parę wysp i jadą się morzem cieszyć. A ja znam też i grecką wieś, znam inną stronę tych kultur.

Co Pan ceni w polskiej kulturze? Co jest dla Pana szczególnie wartościowe, na co Pan chciałby zwrócić uwagę?

Kiedyś powiedziałem do Polaków mieszkających tu w Grecji: „Pamiętajcie o jednym, że my Grecy was uważamy za arystokratów!” To co cenię u Polaków, to jest ich kultura. Jest to wysoka kultura, owszem, są różni ludzie, wszędzie, u nas w Grecji też. Nie mówię, że kultura Greków jest gorsza, ale wiele rzeczy się nauczyłem od Polaków. Jest to szlachetny naród. Kiedy bywałem na wsiach, to gościnność była mocna. Polacy są gościnnym narodem i to mi się u Polaków bardzo spodobało. Cenią swoje tradycje, albo cenili, nie wiem jak jest teraz. Ponieważ państwo polskie jest o wiele młodsze od greckiego, kiedy my tworzyliśmy dramaty, teatry, w Polsce była jeszcze prehistoria. Gdy mieszkałem w Polsce, odbierałem Polaków jako tych, którzy są bliscy swoich „mitów”, swoich tradycji prehistorycznych. Jest mi to trudno pokazać na przykładach, ale kiedy wyjechałem do Grecji, to tak mi się wydawało. I myślę, że wówczas, kiedy tu była Hellada i zaczęła funkcjonować kultura helleńska, bo nie było państwa greckiego, ale państwa polis. Państwo greckie powstało dopiero po rewolucji w 1821 roku. Pierwsi greccy dramaturdzy, sięgali po swoją tematykę do mitów greckich. I w tym widzę bliskość z polską tradycją. Kiedy czyta się „Starą Baśń” Ignacego Kraszewskiego, to przecież tam widzi się bliskość z mitem polskim. Tam też kiedyś byli poganie, też był politeizm w Polsce przed przyjęciem chrześcijaństwa. Wydaje mi się, że Polacy w czasach, gdy ja tam mieszkałem, jakoś w podświadomości mieli to zapisane, to funkcjonowało. Być może miał na to wpływ Związek Radziecki, którego Polacy nie za bardzo chcieli. Tak mi się wydawało, że prehistoria na Polskę działała i to są jej korzenie. W Białogórze do której jeździłem, też.

Po przyjeździe do Grecji musiałem nauczyć się rozumieć ten kraj. Na początku wszystko wydawało mi się inne od tego, co o Grecji słyszałem. Grecja nie kojarzyła mi się z tą Grecją, o której słyszałem. Teraz to wszystko widzę. Antygona istnieje we współczesnej Grecji, jest wiele takich rzeczy…

A jakie są według Pana główne różnice w mentalności Greków i Polaków?

Jest mi trudno powiedzieć. Grecy byli 400 lat w niewoli. Musieli wówczas w jakiś sposób kombinować. Grek coś innego myśli, coś innego mówi, coś innego robi. Myślę, że do tego zmusiła ich sytuacja niewoli. Następnie okupacja, wojna domowa, to wszystko miało wpływ na zachowanie i myślenie ludzi „kutoponira” - czyli głupie cwaniactwo. Grek w wielu przypadkach będzie się wydawał szczery, a nie jest taki. W przeciwieństwie do Polaka, który jest szczery. Dużo czasu spędza się w Grecji na zewnątrz.

 

11

W studio w trakcie nagrań

Dziękuję za rozmowę

siostra Halina Pierożak Misjonarka Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej, 25.06.2021 r.

Pan Νίκος Φυλακτός wyraził zgodę na publikację ww. wywiadu